Podróże

Kocham podróże. Nie na darmo mam 5 najważniejszych planet w Strzelcu, w tym Słońce i Księżyc (właśnie tak – astrologia jest systemem pojęć symbolicznych, dlatego zarówno Słońce jak i Księżyc zalicza się do planet). Znak Strzelca kojarzony jest przede wszystkim z przekraczaniem granic na każdym poziomie – fizycznym, psychicznym, umysłowym i duchowym, dlatego podróżowanie jest sposobem na poszerzenie wiedzy o świecie. Kiedyś praktycznie tylko w ten sposób zdobywano wiedzę, nie było przecież internetu. Nie wystarczy mi przeczytać o jakimś miejscu, zabytku, mieście, kraju…muszę sama wszystko zobaczyć i doświadczyć tego, czego opisać się nie da.

Moją pierwszą wielką życiową wyprawą była podróż do Peru, kiedy byłam dzieckiem. Wraz z mamą i siostrą płynęłyśmy przez 2 miesiące handlowym statkiem MS „Czacki” do Ameryki Południowej. Dołączyłyśmy w ten sposób do mojego taty, który od kilku lat przebywał w Limie na kontrakcie, pełniąc obowiązki pierwszego perkusisty w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej tego pięknego kraju.  Miałam 10 lat, kiedy wyruszyłyśmy, powróciłyśmy tą samą drogą po 2 latach.

Tę pierwszą zagraniczną podróż będę na pewno wielokrotnie wspominać pisząc bloga, nie da się w kilku słowach przekazać wrażeń, jakie stały się udziałem dziecka, które dotarło na drugi koniec świata.

Kiedy wróciłam do Polski w moich podróżach nastąpiła blisko 30-letnia przerwa. Potem trochę latałam służbowo z Teatrem Powszechnym w Warszawie – w Europie byłam w Londynie, Bonn, Liege, Brukseli, w Ameryce Północnej odwiedziłam Kanadę. Podróżowałam też kilkakrotnie prywatnie do USA, ale prawdę mówiąc nie dane mi było zobaczyć więcej niż niewielką miejscowość niedaleko Nowego Jorku, w której mieszkała moja siostra, polską dzielnicę „big apple” i okolice lotniska.

Zbliżając się do 50-ki  uświadomiłam sobie, że przez ostatnie 20 lat nie byłam na wakacjach. Ponieważ nie mieliśmy z mężem nawet miesiąca miodowego, postanowiliśmy wybrać się na naszą pierwszą wycieczkę do Włoch. Zwiedziliśmy Wenecję, Florencję, Rzym, Asyż, byliśmy też na Capri. Bardzo nam się spodobało, ale czegoś nam brakowało. Odnaleźliśmy to podczas naszej kolejnej podróży, tym razem do Grecji. Grecja to jest to! – stwierdziliśmy obydwoje i kolejne wakacje staraliśmy się spędzać na greckich wyspach. Dwukrotnie odwiedziliśmy Kretę i Rodos, byliśmy na Thassos, Korfu, Zakynthos, Lefkadzie, Meganissi, Kefalonii, Santorini, Skopelos, Symi oraz na innych, mniejszych wyspach. Grecja nie jest w stanie mi się znudzić, uwielbiam ten kraj pełen słońca, błękitu, rozmaitych plaż, biało-niebieskich zabudowań, rozlicznych tavern nad brzegiem morza, ludzi spontanicznych, ale życzliwych i przyjacielskich, których czas płynie w innym tempie, niż w chłodnej i zabieganej Europie.

Na wyspie Symi
Zakyntos 

Pomiędzy licznymi wyprawami na greckie wyspy zdążyliśmy też zwiedzić Paryż, Barcelonę, Pragę, Turyn, kilkakrotnie odwiedzaliśmy córkę w Londynie. Wybraliśmy się także do Włoch, podróżując samochodem dotarliśmy z Rzymu do Neapolu, zwiedziliśmy Pompeje, wybrzeże amalfitańskie, w tym Sorrento, Positano i Amalfi, ponownie popłynęliśmy na Capri, tym razem wspinając się na Anacapri, następnie wzdłuż wybrzeża dotarliśmy na Sycylię, którą przejechaliśmy od Mesyny poprzez Taorminę, Katanię aż po Syrakuzy.

Ostatnio odkryliśmy Portugalię, z jej zachwycającą Lizboną, Obidos i Fatimą.

Wspomnienia z moich podróży pojawiać się będą na blogu, zapraszam do czytania.

Delfy
Zakyntos
Ja i mój mąż szczęśliwi na Zakyntos
Santorini